Rozmnażanie winorośli w praktyce – odkłady i sadzonki z mojego ogrodu
W ostatnim sezonie zrobiłem kilka prostych, ale ciekawych eksperymentów z rozmnażaniem winorośli. Bez wielkiej teorii – raczej praktyka, obserwacja i trochę obserwacji z poprzednich lat.
Odkłady winorośli – Zweigelt i Centennial Seedless
Na winnicy przygotowałem dwa odkłady.
Zweigelt – odkład z pewnego materiału (e-sadzonka)
Zweigelt, który na moich piaszczystych glebach nie daje szczególnie grubych łóz, zaskoczył mnie pozytywnie. Lekko poraniona i przysypana pod koniec ubiegłego lata ziemią łoza wyrastająca skośnie z pnia poniżej ramienia zaczęła tworzyć delikatne korzenie w okolicach węzłów na zasypanym odcinku. Odcięty, ukorzeniony odcinek ponownie zakopałem, żeby pomóc mu się wzmocnić.
Materiał wyjściowy pochodzi z e-sadzonki, więc jest to pewne źródło i odmiana zgodna.
Ktoś pytał o tę odmianę w ubiegłym roku – wygląda na to, że może się doczekać własnej sadzonki.
Kilka słów o odmianie:
- odmiana techniczna (czerwone wina), Austria, krzyżówka odmian Blaufränkisch i St. Laurent
- dość odporna i plonująca, dobrze znosi chłodniejszy klimat, czasami problemem są wiosenne przymrozki
- w moich warunkach na piaskach rośnie raczej spokojnie, bez „przesady” z masą zieloną
- daje regularne, przewidywalne efekty, ale nie jest rekordzistą wzrostu
Centennial Seedless – odkład z rośliny z marketu
Podobnie zrobiłem z Centennial Seedless. Tu wykorzystałem łozę odrastającą bardzo nisko przy ziemi. Delikatne poranienie, przysypanie i prowizoryczna osłona z rozciętej doniczki produkcyjnej.
Jak na taki „polowy” sposób – efekt jest naprawdę przyzwoity.
Ta roślina została kupiona kilka lat temu w Biedronce. Owocuje i wygląda zgodnie z opisem odmiany, co w przypadku takich zakupów wcale nie jest oczywiste.
Odcięty odkład przeniesiony w inne miejsce i przysypany.
Kilka słów o odmianie:
- deserowa, beznasienna (tzw. seedless), USA
- duże, jasne grona, bardzo atrakcyjne wizualnie
- owoce słodkie, raczej delikatne w strukturze
- wymaga cieplejszego stanowiska i dobrego nasłonecznienia
- w polskich warunkach bywa kapryśna, ale przy dobrej ekspozycji potrafi się odwdzięczyć
Krzew mateczny rośnie przy drewnianym płcie, być może odkład trafi w bardziej przewiewne miejsce w szpalerze – będzie można porównać za kilka lat.
Sadzonki winorośli w tunelu – Sirame i Swenson Red
Równolegle w tunelu rosły sadzonki z patyków.
Sirame (Salome) – sadzonki z e-sadzonki
Sirame, mimo że od włożenia patyków nie minęły jeszcze pełne dwa lata, wytworzył solidny system korzeniowy. Bez żadnych specjalnych zabiegów, bez ukorzeniaczy – po prostu w piasku.
To kolejny przykład, że przy dobrym materiale wyjściowym winorośl potrafi poradzić sobie sama.
Materiał wyjściowy pochodzi z e-sadzonki, więc mamy tu pewne źródło odmiany.
Kilka słów o odmianie:
- odmiana wyhodowana w Szwajcarii (znana również pod nazwą Salome)
- mieszańcowa, dobrze przystosowana do chłodniejszego klimatu
- wysoka odporność na mróz i choroby
- wzrost stabilny, bez nadmiernej bujności
- dobrze sprawdza się w uprawie amatorskiej
Swenson Red – materiał z Winnicy Golesz
Podobnie wygląda sytuacja ze Swenson Red. Sadzonka w tunelu ukorzeniła się bez większych problemów i po niecałym roku tworzy zdrowy system korzeniowy.
W warunkach tunelowych, w piasku, wszystko po zimie wykopuje się bardzo łatwo – podłoże jest lekkie i suche.
Kilka słów o odmianie:
- odmiana wyhodowana w USA przez Elmera Swensona
- deserowa hybryda o bardzo dobrej mrozoodporności
- owoce czerwone, słodkie, z charakterystycznym lekko „truskawkowym” aromatem
- dobrze radzi sobie w trudniejszych warunkach i na słabszych glebach
- często polecana do uprawy amatorskiej w chłodniejszym klimacie
Przesadzanie młodych winorośli – etap przejściowy
Ukorzenione łozy przesadziłem już w inne miejsce, nieco głębiej – tak, jak standardowo sadzi się winorośl.
Nie chodziło tu jeszcze o docelowe stanowisko, tylko o stworzenie im lepszych warunków do dalszego rozwoju. Trochę więcej miejsca, głębsze posadzenie i możliwość spokojnego budowania systemu korzeniowego.
Na razie traktuję to jako etap przejściowy.
Zobaczę, które rośliny najlepiej się przyjmą i ruszą z wyraźnym wzrostem. Dopiero wtedy podejmę decyzję, gdzie zostaną na stałe.
To też jest forma selekcji – nie tylko na etapie ukorzeniania, ale już później, kiedy roślina pokazuje, czy faktycznie ma potencjał do dalszego prowadzenia.
Czy warto stosować ukorzeniacze?
I tu pojawia się coś, co z każdym sezonem widzę coraz wyraźniej.
Winorośl sama w sobie jest bardzo dobrym „selekcjonerem”. Mocna, dobrze zdrewniała łoza radzi sobie praktycznie bez pomocy. Słabsza – nawet jeśli uda się ją ukorzenić – potrafi później odstawać albo całkiem wypaść.
Wielu ogrodników stosuje ukorzeniacze lub różnego rodzaju ukorzeniarki, szczególnie wtedy, gdy zależy im na większej liczbie sadzonek albo na przyspieszeniu całego procesu.
To oczywiście działa – czasem aż zaskakująco dobrze.
Ale pojawia się pytanie, czy przy okazji nie zaczynamy „ratować” materiału, który naturalnie zostałby odrzucony.
Bo o ile technicznie można uzyskać korzenie niemal z każdej łozy, o tyle nie każda z nich daje w dłuższej perspektywie dobrą, silną roślinę.
Z moich obserwacji wynika, że sadzonki uzyskane z mocnych, dobrze wyrośniętych łóz radzą sobie później zdecydowanie lepiej – szybciej ruszają, lepiej drewnieją i są bardziej odporne na trudniejsze warunki.
Te słabsze… często od początku „ciągną się” za resztą.
Dlaczego niektóre sadzonki winorośli wypadają?
Ten temat dobrze widać też przy sadzonkach (nie tylko winorośli) dostępnych w handlu.
Zdarza się przecież, że sadzimy kilka roślin obok siebie – tej samej odmiany, często nawet z tej samej partii – a po roku czy dwóch część z nich rośnie bardzo dobrze, a część wyraźnie odstaje albo całkiem wypada.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda tak samo:
ta sama gleba, to samo stanowisko, podobna pielęgnacja.
A efekt końcowy – zupełnie różny.
Oczywiście warunki mają znaczenie. Przymrozki, susza, nadmiar wody lub jej niedobór – to wszystko może zrobić swoje.
Ale z czasem coraz wyraźniej widać, że różnica bardzo często zaczyna się dużo wcześniej – na etapie samej sadzonki.
Jeśli roślina została wyprowadzona z mocnego, dobrze zdrewniałego materiału, ma zupełnie inny start. Szybciej się przyjmuje, lepiej buduje system korzeniowy i stabilniej rośnie w kolejnych sezonach.
Jeśli natomiast była „ciągnięta” z gorszej jakości łozy – nawet jeśli na początku wygląda dobrze – może później nie nadążać za resztą.
I tu wracamy do wcześniejszego pytania.
Bo jeśli jesteśmy w stanie ukorzenić praktycznie każdą łozę, to znaczy, że część roślin od początku niesie w sobie pewne ograniczenia.
Czasami ujawniają się dopiero po roku. Czasami po dwóch.
I wtedy wygląda to tak, jakby winorośl „bez powodu” wypadła.
Amatorskie rozmnażanie winorośli jako selekcja
Z czasem zaczynam patrzeć na rozmnażanie winorośli trochę inaczej.
Nie tylko jako sposób na zwiększenie liczby krzewów, ale też jako formę selekcji.
Bo winorośl naprawdę dużo pokazuje już na samym początku.
Jedne sadzonki od razu „idą do przodu”, inne od początku mają pod górkę.
I choć technicznie da się ukorzenić bardzo dużo, to nie wszystko, co się ukorzeni, ma sens prowadzić dalej.
Dlatego coraz częściej zostawiam tylko te rośliny, które od początku pokazują siłę i stabilny wzrost.
Reszta… odpada sama.
Jest jeszcze jeden aspekt, który warto mieć gdzieś z tyłu głowy.
Przy większych problemach z przyjmowaniem się sadzonek albo ich wyraźnie słabszym wzrostem w jednym miejscu, naturalnie pojawia się pytanie o kondycję samej gleby.
W większości przypadków chodzi o rzeczy dość „zwykłe” – zmęczenie stanowiska, warunki wodne czy ogólną strukturę podłoża.
Ale obserwując rośliny przez kilka sezonów, można też zauważyć pewne powtarzalne schematy: słabszy start, zahamowanie wzrostu, brak równomiernego rozwoju.
Na tej podstawie trudno jednoznacznie stwierdzić obecność konkretnych patogenów czy agrofagów – szczególnie tych objętych kontrolą – ale takie sygnały mogą być wskazówką, że coś w środowisku korzeniowym nie działa tak, jak powinno.
W moim ogrodzie, przy uprawie amatorskiej, nie obserwuję takich problemów – rośliny rozwijają się równomiernie i bez wyraźnych anomalii.
Natomiast w przypadku większych, produkcyjnych winnic, gdzie rośliny rosną latami w tym samym miejscu i w dużym zagęszczeniu, tego typu czynniki mogą mieć już znacznie większe znaczenie i są po prostu elementem, który trzeba brać pod uwagę.
Dlatego przy ocenie młodych winorośli warto patrzeć nie tylko na samą sadzonkę, ale też na całe stanowisko i jego historię.
Rozmnażanie winorośli w praktyce pokazuje jedno – najważniejszy jest dobry materiał wyjściowy i uważna obserwacja roślin od samego początku.



Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.